(tylko do korespondencji): Szybowice 378,
48-200 Prudnik

Odsłony: 60019

wilk, czy piesWraz z rozwojem zoopsychologii powstała dyskusja: czy psy tworzą stada/watahy, czy też społeczności(?).
Wbrew pozorom dyskusja ta ma ogromne znaczenie dla postępowania z psami, które stały się nieodłącznym „elementem” życia człowieka współczesnego. O ile jednak psy od dawien dawna towarzyszyły człowiekowi, o tyle obecnie ich funkcje znacznie się zmieniły - z głównie użytkowych, psy stały się bardziej towarzyszami człowieka, niż jego pomocnikami.

Zacznijmy jednak od początku.

Najczęściej uważa się psa za udomowionego „potomka” wilka. Jest w tym trochę prawdy*, ale gatunek ten niejako podzielił się ok. 15 tys. lat temu, gdy człowiek zaczął się osiedlać, a niektóre wilki zaczęły zbliżać się do siedzib ludzkich, żerując „na śmietnikach”. Z czasem, spośród tych osobników, do ludzi zbliżały się te, które miały mniejszy dystans do człowieka (wilk zawsze schodzi człowiekowi z drogi, trudno go spotkać), stopniowo dostosowując się do nowego stylu życia - powstał proto-pies. 

 

Było to więc tak dawno oraz dokonały się przez selekcję naturalną a także celową (późniejszą hodowlę) tak głębokie zmiany, że w genetyce pochodzenie psa od wilka straciło już swoje znaczenie.
Psy i wilki znacznie się więc od siebie różnią, począwszy od różnic w budowie, poprzez eksterię (wygląd zewnętrzny), a skończywszy na psychice, przez co - na przykład - inaczej tworzą więzi (zarówno między sobą, jak i np. z opiekunami).

Wilk tworzy watahy (rodzaj stada), o nieliniowej strukturze władzy - tzn. choć wyróżnia się przywódcę stada: alfę (samiec - basior i samica - wadera lub jedno z nich), zwykle jest też osobnik beta, a także omega, o najniższym statusie w grupie - jednak nie występuje prosta zależność między „zwierzchnikami” a „podlegającymi”. Hierarchia jest najbardziej widoczna przy pożywieniu, gdy osobniki alfa posilają się pierwsze, a omega ostatnie. Jednak stado poluje razem, inaczej niż przy posiłkach ustawiając pozycje, śpi razem, bawi się, opiekuje się rannymi, młodymi itd. Samica alfa przewodzi w takich zadaniach, jak np. opieka nad szczeniakami, a samiec alfa w takich jak zdobywanie pożywienia i przemieszczanie się.Dominacja
W watasze istnieją dość trwałe więzi rodzinne, z podziałem na role społeczne - prawo do rozrodu posiadają wyłącznie osobniki alfa, rolę „dobrego wujka/ciotki” zwykle pełni beta, a omega - „chłopca do bicia” lub „brata łaty” dla szczeniąt. Wilki mają poczucie odrębności gatunkowej i społecznej (z tego względu np. nawet oswojone wilki nie tworzą z człowiekiem interakcji społecznych, podobnie z resztą jak z psami).
Młode wilczki mają szczególny status - okazują uległość dorosłym i są przez nich wychowywane - oraz własną hierarchię, która szybko się zmienia, m.in. poprzez zabawy. Całe stado opiekuje się młodymi wilkami, karmi je oraz broni. Po wejściu młodych w okres dojrzewania hierarchia w watasze może się zmienić, zaś ewentualnie nowo skojarzona para, bądź pojedynczy osobnik, który nie podporządkuje się nowej hierarchii watahy, opuszcza ją, zazwyczaj po to, by stworzyć własną.

Obserwacja gromad tworzonych przez psy wskazuje, że NIE tworzą one watahy (choć potocznie tak się je nazywa) - tworzą one luźne grupy, do których poszczególne osobniki się przyłączają lub odłączają. Rzadko też budują one hierarchię, a jeśli już, to jest ona zmienna, liniowa, oparta na sile. Bywa, że po polowaniu grupy psów, pozostają osobniki zagryzione przez pobratymców (jeden lub kilka), co w watasze wilków się nie zdarza. Nie tworzą one także stałych par, choć bywa, iż przywódca łączy się z najsilniejszą samicą - nie jest to jednak stały związek i nie wspierają się oni wzajemnie, jak robią to basior i wadera. W grupie psów brak jest trwałych więzi, także rodzinnych, tak samo nie pełnią one ról społecznych.

Tak więc wilk jest zwierzęciem stadnym, zaś pies określany jest raczej jako zwierzę socjalne.

Tu uwaga - według najbardziej popularnej definicji zwierzę społeczne (co jest też często określane socjalnym) to takie, które „podporządkowuje swoje interesy” interesom grupy. Widzimy więc, że według tej definicji pies nie jest też zwierzęciem społecznym.

Nie jest to jednak takie proste.

Gdy bowiem odwołamy się do socjologii, a więc nauki o społeczeństwie, dostrzeżemy, że to właśnie ona - a nie zoologia i/lub biologia - wskazuje pojęcie grupy społecznej o małej spójności, gdzie więzi są luźne, oparte na zaspokojeniu własnych potrzeb, nie koniecznie związanych z potrzebami całej grupy. Taką grupę tworzą osobniki (także ludzie), które chcą osiągnąć określony, zwykle pojedynczy cel - np. zabawa albo zdobycie pożywienia, albo wywarcie nacisku (jak złożenie petycji, czy ratowanie dziecka, albo zmiana polityczna, itp.), co znamy doskonale - na przykład - z tzw. „wydarzeń” na Facebooku, czy zbiorowych protestów.
Zwierząt oczywiście nie będziemy podejrzewać o sympatie polityczne, natomiast grupa psów ma zazwyczaj jeden z dwóch celów - zdobycie pożywienia i/lub zabawa, czasem prokreacja, ale bez wychowywania potomstwa (czyli przeciwnie, niż wilki).

Z kolei grupę socjalną zoologia opisała u stawonogów i kręgowców, spośród stawonogów jako przykład podając pszczołę miodną lub mrówkę, co jest najbardziej popularnym przykładem. Przez to właśnie podaje się ich nazwy zamiennie - zwierzę socjalne = zwierzę społeczne - choć mrówki, pszczoły, osy i termity tworzą zaawansowane struktury społeczne (determinowane jednak biologicznie, a nie przez "awans społeczny"!) i nie obserwowano walk w obrębie kolonii. Natomiast hierarchia dominacji znana jest u raków i innych skorupiaków, czy wyżej uorganizowanych kręgowców: ptaków, bądź ssaków.
Hierarchia socjalna (dominacji) powstaje na skutek konfliktów między dwoma osobnikami, a w tym walki, ucieczki oraz demonstracji podporządkowania. Po raz pierwszy obszernie opisano hierarchię socjalną u kur domowych (dlatego nazywane bywa "kolejnością dziobania"). Pokażmy więc to na ich przykładzie.
Gdy kura A staje po raz pierwszy naprzeciw kury B zazwyczaj staczają one walkę. Następne spotkanie to walka krótsza, a po pewnym czasie u jednej z kur wytwarza się nawyk podporządkowania (przegrywania) zaś u drugiej dominacji (wygrywania).
Co ważne, wojowniczość poszczególnych osobników przedstawia się tak, że w danej parze kura A zawsze dziobie kurę B, ale nigdy odwrotnie. W ten sposób całe stado można - dzieląc na pary - opisać w kategoriach zwanych „porządkiem dziobania”.
W ten sposób powstaje „społeczność” oparta na zachowaniach agonistycznych, tzn. związanych z konfliktem między dwoma osobnikami, obejmujących schemat: walka -> ucieczka -> demonstracja uległości.
W przykładowej grupie trzech osobników (może ich być oczywiście więcej) istnieje kilka możliwych układów dominacji:

  1. prosty, liniowy porządek dominacji, często występujący w stadach zwierząt agresywnych;
  2. układ bez hierarchii dominacji, często spotykany u młodych zwierząt chowanych razem;
  3. jeden osobnik dominujący i dwa podporządkowane, częsty u myszy;
  4. dwa osobniki dominujące i jeden podporządkowany - dość rzadki;
  5. układ przypominający trójkąt, najmniej częsty.

Jednak - jak widzimy - nie zawsze występują zachowania dominacyjne, czyli że zdarzają się układy bez hierarchii opartej na dominacji. To z kolei stawia pod znakiem zapytania teorię dominacji, na której oparto powyższe schematy i za pomocą której zwolennicy teorii dominacji tłumaczą "agresywne" relacje między psami. 

Słowo dominacja było (i nadal jest) tak bardzo nadużywane, że teraz wielu trenerów nie chce w ogóle go używać.
Steven R. Lindsay, amerykański behawiorysta i trener, używa określenia „agresja dominacyjna” lub „agresja kontrolująca”.  Aby jednak uniknąć nieporozumień trzeba ustalić, co rozumiemy pod pojęciami agresja i dominacja .
Oba słowa służą do tego, by spróbować łącznie określić pewne zachowania, takie jak: warczenie, szczekanie, gryzienie (agresja) czy ograniczanie dostępu do zasobów, nie zezwalanie na pewne czynności czy zachowania (dominacja).
Już po tym krótkim przykładzie widzimy, że nie każde zachowanie, spośród wyżej wymienionych wynikać będzie z agresji (pies szczeka, czy warczy np. w zabawie). Podobnie nie każda agresja wynikać będzie z dominacji - pies bywa agresywny w wyniku lęku.
Według Lindseya  dominujące zachowanie jest ilościowym i wymiernym zachowaniem okazanym przez jednostkę (np. osobę, psa) dla przyjęcia, uzyskania lub utrzymania dostępu do szczególnego zasobu, w szczególnej sytuacji i przeciwko konkretnemu przeciwnikowi, bez istnienia żalu czy urazy do tego przeciwnika. Relacje nie są nawiązane do czasu, gdy jedna ze stron konsekwentnie ignoruje (omija) ów zasób.

Powiedzmy to bardziej „po naszemu” i w odniesieniu do psów - dominujące zachowanie pojawia się zwykle gdy pies chce:

  • uzyskać dostęp do czegoś, co jest dla niego atrakcyjne i/lub cenne (np. pies chce uzyskać dostęp do karmnika, wody, czy kanapy)
  • dostać coś, co jest dla niego atrakcyjne i/lub cenne (np. wyrywa z ręki opiekuna kanapkę, zabiera innemu psu kość);
  • zachować coś, co jest dla niego atrakcyjne i/lub cenne (np. pies chce zatrzymać dla siebie kość, którą dostał/znalazł).

Poza tego typu sytuacjami pies jest przyjazny, bawi się, nie przejawia zachowań niepożądanych. Jednocześnie nie ma w tych zachowaniach - często przypisywanych psom przez ludzi - zazdrości, urazy, czy żalu. Przy tym zachowanie to można „zmierzyć” (np. trwa ono tylko przez określony czas i z określonym natężeniem) i pojawia się w sytuacjach, które możemy określić. Dominacja nie pojawia się gdy pies nie stara się zdobyć tego, na czym mu zależy lub opiekun daje psu to na czym mu zależy.

To jednak nie wyjaśnia takich problemów, jak pies atakujący każdego napotkanego psa, czy pies atakujący swojego opiekuna, albo pies atakujący inne zwierzę - najczęściej psa - które zdaje się mieć większe "wpływy" w rodzinie.

JeździecTeoria dominacji proponuje w takiej sytuacji tylko jedno rozwiązanie – obniżyć pozycję psa, co często wymaga konfrontacji opiekuna z psem, a to może być niebezpieczne.

Patricia McConnel, behawiorystka badająca zachowania psów od wielu lat (jej prace nie zostały jeszcze przetłumaczone na język polski) dzieli psy na tzw. szukające statusu , czyli takie, które są niepewne siebie, często przesadzają w swych reakcjach (są to psy najczęściej sprawiające problemy swym właścicielom) oraz psy nie szukające statusu, czyli psy dość pewne siebie, mało konfliktowe.

Wydaje się jednak, że zastosowanie innej nazwy niewiele tu zmienia. Nadal mamy do czynienia z teorią dominacji. Inaczej jest tu jednak zdefiniowana sama dominacja, a "poszukiwanie statusu" odwołuje się do przyczyn zachowań podporządkowujących u psów. Poza tym, nie wylewałabym dziecka z kąpielą - wieloletnia obserwacja i praktyka wskazuje, iż "zachowania dominacyjne" u psów istnieją i najczęściej mają one swoje źródło w skłonnościach nerwicowych, "niepewności" odnośnie własnych możliwości oraz niepewności "miejsca w grupie" czyli właśnie statusu. Kłopot w tym, że odróżnienie czy pies zachowuje się wobec człowieka (bądź innych zwierząt) w sposób zmierzający do ustalenia statusu wynika z traumy, jakiej pies doświadczył, z tego, czego psa nauczono (świadomie lub nie - np. błędy wychowawcze), czy też z innych powodów jest bardzo trudne.
Dodatkowo, jeśli w rodzinie funkcjonują już zwierzęta (a nierzadko też dzieci), a wchodzi doń nowy osobnik, wykazujący cechy "szukającego statusu" nie ma zazwyczaj czasu na dywagacje i szkolenie - zmodyfikowana teoria statusu (jak nazwałam na własny użytek wnioski Patricii McConnel "wzbogacone" o elementy teorii dominacji) dostarcza wówczas pomocnych sposobów, które pozwalają zaprowadzić i utrzymać ład, a jednocześnie dają czas na wprowadzenie innych, bardziej czasochłonnych metod, czyli np. uczenia/oduczania. Ponadto - jak w rodzinie - istnienie hierarchii pozwala na porządkowanie życia codziennego, co nie oznacza, że musi to być hierarchia liniowa, podobnie jak nie musi być ona oparta na sile fizycznej, ale na bodźcach naturalnych dla psa, pozytywnych wzmocnieniach (nagrodach) wraz z możliwościami intelektualnymi i wiedzą opiekuna, co pozwala budować autorytet (w przeciwieństwie do wywalczenia sobie pozycji naczelnej), trochę na podobieństwo wychowania dzieci, pozostających "pod władzą" rodzicielską (bez uczłowieczania psa oczywiście). 

A żeby być w zgodzie z samą sobą chcę zaznaczyć, że nie trafia do mnie argument, iż zastosowanie teorii dominacji "radykalnie odmieniło psa" - uważam, że to co odmieniło psa, to po prostu wdrożona konsekwencja jego opiekuna, a konsekwencja jest w wychowaniu i nauczaniu absolutnie niezbędna - zwłaszcza w wychowaniu i nauczaniu "prostlinijnego" psa.

Z powodu jednak znacznych różnic w podejściu do psów współcześnie wielu trenerów i behawiorystów porzuca rozważania na temat przyczyn zachowań agresywnych czy dominujących, pozostawiając je badaczom, a zwraca się w kierunku teorii uczenia się, wychodząc z założenia, że każdego zachowania można psa nauczyć i/lub oduczyć (doświadczenie, również traumatyczne, też jest formą nauki).
Wobec tego stosują oni wyłącznie pozytywne metody szkolenia (jedyną "karą" jest ignorowanie zachowań niepożądanych), gdzie dąży się do tego, że polecenie wykonywane jest przez psa dobrowolnie, jest regulowane przez jego świadomy i racjonalny wybór oraz wykonywane jako cel sam w sobie. Dokładniej, pozytywne metody szkolenia sprowadzają się do transakcji wymiany między trenerem i psem, lub rodziną i psem (polecenie - nagroda), a ich celem jest promowanie interaktywnej harmonii, wzajemnego uznania i lepszej jakości życia z psem. Jest to pragmatyczny sposób ograniczony do wzajemnie uzupełniających się celów: wzmacniania więzi człowiek-pies oraz poprawienia jakości życia psa. Sama stosuję pozytywne metody szkolenia psów, daleka więc jestem od krytyki takiego podejścia.

Nie mniej trzeba zwrócić uwagę, że nie istnieje "wyłącznie pozytywne" życie i ono samo wymierza "klapsy" - także w życiu psa - co samo w sobie eliminuje tzw. bezstresowe wychowanie. Ponadto kara jest także jedną z metod wychowawczych, które odnoszą pozytywne skutki, jednak musi ona spełnić szereg warunków, aby być skuteczna (z jednej strony), dostatecznie dolegliwa (z drugiej strony), a przy tym nie powinna przekraczać absolutnie niezbędnych granic (z kolejnej strony). Istnieje szereg warunków, które muszą być spełnione łącznie, by kara była skuteczna, o tym jednak (jak i o skuteczności nagradzania) w innym artykule.

Czas - między innymi przeznaczony na badania - rozstrzygnie, kto ma rację.
I jak znam życie okaże się, że prawda - jak zwykle - leży po środku.Uśmiech

 

Z zastrzeżeniem wyników badań genetycznych opublikowanych w 2014 r. (polecam artykuł na ten temat)