(tylko do korespondencji): Szybowice 378,
48-200 Prudnik

Kategoria:
Odsłony: 302

poprzednie
następne
PlayPause
previous arrownext arrow
Slider

Gdy kończyłam studia psychologii zwierząt, nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedykolwiek zrobię tak szalony krok. A mimo to, wydaje się, że był on żelazną konsekwencją wszystkiego, co robiłam przez 40 lat swojego życia big smile

Pomagałam zwierzakom ulicy od dziecka – Mama miała ze mną „krzyż pański”, bo jeśli tylko w okolicy znalazło się jakieś ranne (włącznie z żabami), chore czy tylko samotne zwierzątko, z pewnością lądowało w moich ramionach, a co za tym idzie… u nas w domu. I jeśli udało się je uratować, to albo wracało na wolność, albo znajdowało nowy domek. Kilka zostało u nas na stałe, ale Mama – choć pomagała – kategorycznie odmawiała utworzenia schroniska smile tongue

W moim „dorosłym domu”, też każde zwierzę, które tego potrzebowało – no, może już bez płazów i gadów – znajdowało bezpieczny azyl, leczenie, a potem dobry domek.

I tak mi zostało do dziś. 

I choć po drodze były różne koleje losu, różne prace, by utrzymać dom, a w tym przygarniane zwierzaki i rozmaite uczelnie, kursy, szkolenia, to i tak wszystko na koniec… zeszło na psy :D i – żeby nie było – na koty, a z doskoku także i konie. Moje życie tak się potoczyło, że musiałam pożegnać wielkie, hałaśliwe i zasnute smogiem miasto, choć i ja, i bodaj 8 czy 9 pokoleń moich przodków się w nim urodziliśmy. Zaczęłam zupełnie nowe życie – inne miejsce, inni ludzie, inny zawód. Wszystko od „0”.

Opolszczyzna, która stała się moim nowym domem 3 lata temu, jest nie tylko dość szczególnym województwem jeśli chodzi historię, a więc i o mieszkańców (wśród których „przybylcy” stanowią znakomitą większość), czy procent emigracji zarobkowej, zwłaszcza ludzi młodych. Cierpi ona na swoiste opóźnienie – cywilizacyjne to może za dużo powiedziane, ale rozwojowe na pewno, zarówno jeśli chodzi o społeczność, o czym świadczy m.in. najmniejsza w kraju liczba organizacji pozarządowych, jak i sposób myślenia o tutejszej „małej ojczyźnie” oraz gospodarczo - przemysłu już nie ma a nowe przebija się z trudem. 

Ów sposób myślenia - choć należałoby może powiedzieć nie-myślenia – przejawia się m.in. w stosunku do zwierząt i osób z niepełnosprawnościami, zwłaszcza psychicznymi. To co w centralnej i zachodniej Polsce jest już dawno standardem, tu czasem stanowi zupełną nowość, często budzi zdziwienie, czasem niechęć, a nawet niestety opór. 

opolszczyznaI mówię to dlatego, że zależy mi na tej mojej nowej „małej ojczyźnie”. To piękne miejsce do życia, wspaniała przyroda, z bodaj największą liczbą dzikiej zwierzyny (nie licząc oczywiście parków narodowych), ludzie – w większości – tolerancyjni dla inności, ciągle jeszcze czyste powietrze i wiele miejsc, gdzie skołatany cywilizacyjnie człowiek może znaleźć azyl i odpocząć.

Boli jednak to, że w tak pięknej scenerii tak wiele „dramatów” pozostaje bez rozwiązania, tak wielu ludzi i mnóstwo zwierząt cierpi, pozostawione same sobie.

I to właśnie najbardziej „rzuciło” mi się w oczy, gdy stałam się kolejnym „przybylcem”. Wielu tubylców chciałoby zapewne coś zrobić, ale nie wie jak – kilkoro takich poznałam i staliśmy się przyjaciółmi. Wielu uwierają minusy życia tutaj, ale zapewne „nie mają pomysłu”. Małe inicjatywy rodzą się jednak i najwyższy czas je wykorzystać, a przede wszystkim unormować, gdyż zdarza się, iż brak im odpowiednich standardów postępowania, tak by wszystko odbywało się zgodnie z prawem i zasadami współżycia społeczeństw cywilizowanych uśmiech z ozorkiem

stajnia/psiarniaI patrząc na to wszystko okiem osoby (ciągle jeszcze) z zewnątrz, musiałam „coś” zrobić. Owo „coś” nabierało ciała i duszy w mojej wyobraźni, a jak wiadomo wyobraźnia ma nieograniczone środki (w przeciwieństwie do mnie :P). I tak powstał w mojej głowie OŚRODEK TERAPEUTYCZNO-SZKOLENIOWY DLA ZWIERZĄT DOMOWYCH.

Najbledszego pojęcia nie miałam, jak to zrobić. Po rocznych rozmowach, spotkaniach, planach, rozpoznaniach, ba! nawet awanturach oraz jednej bójce (dosłownie) w obronie psa, doszłam do wniosku, że inaczej, jak z własną posesją nie dam rady. Muszę też mieć wsparcie „instytucjonalne” – kto będzie chciał słuchać jakiejś tam Śniegockiej. Prezes brzmi inaczej, nawet jeśli jest to wyłącznie kwestia tytularna.

No i się zaczęło! Prawie ROK trwała procedura zarejestrowania fundacji (dla stowarzyszenia miałam tu zbyt mało znajomych) w opolskim KRS – chyba rekord długości wśród wojewódzkich KRS-ów w Polsce, przewlekłość postępowania to tutaj standard emo sad

księgowośćGdy już w końcu dostałam zagubiony gdzieś w czeluściach urzędów NIP, zaczęłam szukać… księgowej/ego – wszak fundacja skazana jest na prowadzenie pełnej księgowości :/
O zgrozo! Wszyscy, jak jeden mąż, traktowali mnie jak… spółkę. Dosłownie żadne biuro nie dało oferty, którą organizacja CHARYTATYWNA mogłaby udźwignąć. Do dziś mam z tym poważny problem :( (może ktoś z Was zechciałby pomóc?!).

A potem poszukiwanie „miejsca na ziemi”, które zaowocowało w końcu 2017 r. kupnem dużo większego domu i o wiele większego terenu, niż było w zamiarach. Zaryzykowałam, wzięłam kredyty i kupiłam PSIOSIADŁOŚĆ.

Cicho, spokojnie, wręcz „na krańcu świata”, ze wspaniałym sąsiedztwem ludzi, którzy kochają zwierzęta i… ludzi big smile A to – musicie przyznać – rzadkość emotic heart Psy wprost zachwycone! Koty nie mniej!

łąka = ugórZ jednej strony domu ogród/sad, 0,23 ha (23 ary, 2300 m2), z drugiej „łąka”, o niemal takiej samej powierzchni. Ogród w stanie jako-takim – do rekultywacji, ale bez przesady. „Łąka” zaś – a właściwie ugór – tylko ręce załamać: brzegi na kilkanaście metrów w głąb z gęstymi, grubymi zaroślami – konieczne karczowanie, bo wycinka to za mało, trawy (choć należałoby powiedzieć chwasty) wyrośnięte do 1,5 m. Ale to przecież „tylko” roślinność. Damy radę (inna opcja po prostu nie wchodzi w grę!).

Najpierw trzeba było przerzucić i wywieźć ponad 20(!) ton śmieci i gruzu (kilka kontenerów), których poprzedni właściciele jakoś nie uznali za stosowne zabrać ze sobą ani wywieźć emo o

Play
Slider

Z domem gorzej – miało być centralne w miedzi i owszem jest, ale tylko tam, gdzie widać na wierzchu i nie pomalowane (kilka metrów) – reszta do wymiany. Kocioł (piec) miał mieć 3-4 lata, ma chyba z 15 i gdy spadło to, co było pomalowane, widać jak powoli się sypie. Miały być instalacje wodociągowe nowe i są – tak samo jak w przypadku centralnego ogrzewania angry

To, że ściany i sufity obrabiał chyba ciężko pijany murarz a potem naćpany tynkarz to – w porównaniu z resztą – pestka. Okna do wymiany? Spoko. Z tym też sobie poradzimy.

Najgorszy jest DACH – patrzę na niego z przerażeniem, czy wytrzyma kolejną zimę?! Wygląda jakby miał się ZARAZ zawalić nam na głowy.

zapadający się dach

Pomieszczenia gospodarcze – potencjał olbrzymi! Ale inwestycja równie duża!

Zastanawiam się, czy porwałam się z motyką na słońce (nawet nie na księżyc!)?

Cóż! Z pewnością zakup PSIOSIADŁOŚCI to był rodzaj szaleństwa. Chyba już ostatni w moim życiu. I chyba jedno z największych życiowych wyzwań, z jakimi przyszło mi się zmierzyć, by zrobić i zostawić po sobie choć odrobinę czegoś pozytywnego – czegoś, co innym da siłę lub tylko inspirację do działania, żeby ten świat był choć troszkę lepszy.

 

No i cóż innego mi pozostało?! Pewnie, że zawsze mogę to sprzedać, kupić małe mieszkanko i cichutko doczekać swoich dni, klepiąc spokojnie biedę (na rencie ze „starego portfela”),. Ale to nie w moim stylu. Siedzenie na czterech literach to dla mnie równie trudne, jak dla innych ekwilibrystyka na linie. 

A skoro tyle się udało zrobić rzeczy „niemożliwych”, to – mam nadzieję -  i tym razem się uda.
Jednak to, co się udało (np. stowarzyszenie, które rozpoczynało od jednego komputera „składaka”, a po 5 latach miało milion przychodu rocznie) powiodło się między innymi dzięki LUDZIOM DOBREJ WOLI. 

Dlatego WIERZĘ, że i tym razem ALERT SERC pomoże nam – mnie i garstce moich przyjaciół – stworzyć ów wymarzony Ośrodek erapeutyczno-szkoleniowy dla zwierząt a zaraz potem Ośrodek wsparcia osób z autyzmem i chorobą Alzheimera oraz ich rodzin, na co i miejsce jest, i warunki. Trzeba „tylko” wyremontować pomieszczenia. 

Nie ukrywam – liczymy na Waszą pomoc bardziej, niż kiedykolwiek dotąd! 

Bez Was to miejsce pozostanie zaniedbanym, bezużytecznym i choć pięknym, to jednak nic nie znaczącym zakątkiem.

 

 P.S. Jeśli chcesz pomóc zwierzakom i ludziom za naszym pośrednictwem lub przyczynić się do powstania Ośrodka, nasze dane znajdziesz tutaj (klik)klik)

Pamiętaj też, że możesz darowiznę odliczyć od dochodu (niezależnie od 1%!). O tym piszemy tutaj (klik).