(tylko do korespondencji): Szybowice 378,
48-200 Prudnik

Odsłony: 29014

Jeśli Twój pies wykazuje co najmniej jedno z poniższych zachowań:Pies nerwowy

  • szczeka na inne psy i/lub usiłuje je atakować,
  • obszczekuje ludzi i/lub próbuje ich atakować,
  • usiłuje ugryźć wyciągniętą doń rękę obcej osoby,
  • skacze na ludzi,
  • nie toleruje rolkarzy, a może i rowerzystów,
  • hałasuje lub kuli się gdy słyszy strzały/huki,
  • siusia w domu, czasem w sposób "złośliwy" (np. na skutek skarcenia, czy też w czasie lub po wizycie gości itp.),
  • niszczy przedmioty w domu,
  • nie słucha Twoich poleceń, nie przychodzi na wołanie,
  • usiłuje ugryźć Ciebie lub domowników, gdy chcecie wyegzekwować polecenie np. zejścia z kanapy,
  • możesz powiedzieć o swoim psie, że jest nerwowy,

to ten artykuł najprawdopodobniej jest dla Ciebie.

Zacznijmy od tego: co to znaczy "pies szczęśliwy"? Pozwól więc, że zapytam: czy zgadzasz się z którymkolwiek z tych stwierdzeń(?):

1. Psy są szczęśliwsze, gdy mają swobodę i mogą robić to, co chcą.
2. Psy nie powinny być ograniczane przez zasady i oczekiwania. 
3. Przede wszystkim chcę, by mój pies był moim przyjacielem.

Jeśli tak, to z góry Cię przepraszam, że to powiem, bo prawda czasem bywa trudna do przyjęcia, ale pies, który ma całkowitą swobodę jest po prostu psem rozpuszczonym. Prawidłowe zasady i oczekiwania - jak u każdego zwierzęcia społecznego, włącznie z człowiekiem - kształtują osobowość w sposób pozawalający na właściwe i spokojne (dzięki pewności i stabilizacji) funkcjonowanie.

A przede wszystkim: pies nigdy nie będzie Twoim przyjacielem.
Przyjaźń bowiem oznacza równość, a pies jest zależny od Ciebie w zasadzie pod każdym względem: od żywienia począwszy, poprzez zapewnienie mu odpowiednich warunków dla jego psychiki, a na ewentualnym leczeniu skończywszy. 

Jeśli już mielibyśmy tu mówić o przyjaźni, to Ty powinieneś/nnaś być przyjacielem Twojego psa, czyli zapewnić mu to czego on potrzebuje, zgodnie z jego - a nie Twoimi - potrzebami. Pies, nawet ten najbardziej przywiązany i najmądrzejszy, nie jest człowiekiem i nigdy nie będzie - to odrębny od nas gatunek - i jeśli będziesz postępować z nim jak z człowiekiem, z pewnością NIE będzie szczęśliwy!
Inaczej mówiąc: "Organizm działa dobrze, gdy ręka jest ręką, noga - nogą, a głowa - głową". I w domu: człowiek ma być człowiekiem, a pies - psem.

Pies szczęśliwy zatem, to taki, który może zaufać swojemu opiekunowi - czuje się przy nim syty, zdrowy i bezpieczny!
Psy instynktownie wiedzą, że ktoś musi podejmować decyzje za całą rodzinę, "dowodzić", gdy coś niespodziewanego się dzieje, trzymać "w garści" wszystkie wątki, tak by się wszystko "trzymało kupy". Prawda więc wygląda tak, że Twój pies jest nerwowy, ponieważ nie ufa Ci dostatecznie, a więc nie szanuje Cię na tyle, by Tobie pozwolić podejmować decyzje i próbuje wykonywać za Ciebie to, co uważa za konieczne, by wszyscy byli bezpieczni.

Wiem, że to całkowicie może zburzyć Twój romantyczny obraz psa. Bez względu jednak na to, jak liryczne są Twoje uczucia i obiegowe opinie, "przyjaźń" ze strony psa to przywiązanie do ludzi. Jeśli będzie Cię bronić, to dlatego, że ma zapisane w genach, by bronić tego, do czego jest przywiązany - tak były dobierane psy do rozmnażania (te mniej przywiązujące się były odrzucane). A to, że owo przywiązanie jest u psa bardzo silne, i że zdarza się, iż przez to pies cierpi, to zupełnie inna sprawa. I z pewnością nie oznacza to, że pies "to tylko głupie bydlę"... Psy tworzą więzi i to bardzo silne. Ale przez to pies NIE staje się człowiekiem.

Ten nieco przydługi wstęp miał za zadanie uświadomić Ci, że rozpieszczając swojego psa robisz mu "niedźwiedzią przysługę". To Ty niestety ponosisz odpowiedzialność za to, że Twój pies jest nerwowy. Mówiąc to NIE chcę, by ktoś poczuł się winny - po prostu trzeba wyprostować swój błąd, a można to zreobić tylko wiedząc, że się go popełnia :)

Na początek więc wyobraź sobie, co czuje pies, który wie, że jest mniejszy od każdego napotkanego człowieka, podczas gdy Ty jesteś "słabą istotą, której można z łatwością wejść na głowę" - bo skoro Twój pies może z Tobą zrobić wszystko, to i wszyscy inni (psy i ludzie), też mogą z Tobą zrobić wszystko! A to oznacza, że nie jesteś w stanie zapewnić nikomu bezpieczeństwa! A jeśli ten człowiek ma ze sobą psa, to jeszcze gorzej, bo pies to dodatkowe zagrożenie, a im większy pies tym bardziej trzeba atakować!
Przez taką to "logikę" pies usiłuje kontrolować wszystko, co go otacza, a że takie zadanie go przerasta, to staje się nerwowy - zbyt czujnie śpi (nie wypoczywa właściwie), je w pośpiechu, a każda zmiana w otoczeniu wytrąca go z równowagi. I nie ma tu znaczenia czy jest to pies marki ratlerek, york, spaniel, owczarek niemiecki czy bernardyn. 
Każdy pies ma "wdrukowane" w geny, że jest mniejszy od otaczającego go świata (czasem uczy się, że to nieprawda, ale to inna bajka) oraz że ma pilnować "swego". A więc usiłuje pilnować i atakuje wszystko, co wydaje mu się zagrożeniem (obszczekiwanie, to też forma agresji).

Uwaga! Ważne jest też, by odróżnić, czy pies jest "tylko" nerwowy, czy już głęboko agresywny i trzeba natychmiast zwrócić się o pomoc do behawiorysty/trenera, który oceni zachowanie psa i pomoże go "wyprowadzić na prostą"! Jeśli masz wątpliwości, to już oznacza, że trzeba znaleźć odpowiedniego behawiorystę. I jeszcze jedno - weterynarz co najwyżej poda psu środki uspokajające, co nie zmieni niczego.

I pamiętajmy - nigdy nie wiemy, co może czekać naszego psa w jego życiu. Naszym więc zadaniem - jeśli faktycznie zależy nam na dobru psa - jest przygotować go do życia wśród ludzi tak, by w razie potrzeby inni ludzie i zwierzęta mogli go zaakceptować, i tak by on odnalazł się wśród innych ludzi i zwierząt. I pomyśl co zrobisz, gdy psu trzeba będzie podać leki - on nie wie tego, że te wstrętne pigułki, które mu podajesz mają przywrócić mu zdrowie, a i zastrzyk bywa niezbędny. A jeśli trzeba będzie mu zrobić opatrunek (?) - on nie wie, że co prawda sprawiasz mu ból, ale jeśli tego nie zrobisz mogą go czekać poważne powikłania, jak np. leczenie chirurgiczne. Pies musi Ci więc ufać - musi uznać, że wiesz co robisz!

A co z siusianiem - powiecie - przecież to nie agresja. Oczywiście, że to nie agresja, ale też siusianie nie jest "złośliwe". Pies nie zna takich pojęć, jak zazdrość, czy złośliwość. To zazwyczaj kwestia... zaznaczenia swojego terytorium. W naturze zwierzęta często zaznaczają swój teren moczem i/lub kałem - jest to czytelny komunikat dla innych "zwierząt" (a więc - według psa - dla ludzi też), że "tu jest teren prywatny" i obowiązuje zakaz wstępu - to teren należący do psa i broniony przez psa. Dlatego czasem pies potrafi zmoczyć buty naszych gości, a zdarza się i niezbyt miło pachnący "prezent" w czasie wizyty i/lub po wizycie gości. 
Oddanie moczu i/lub stolca może się też psu zdarzyć z powodu zbyt dużego napięcia nerwowego, towarzyszącego wizycie "obcych".

Jednak, żeby nie wyszło na to, iż pies to "głupie bydlę", trzeba wiedzieć, że psy nie tylko przeżywają takie uczucia, jak radość czy smutek, albo złość, ale nawet takie jak empatia - co potwierdzają obecne obserwacje i badania naukowe. Jednak taki stan, jak złośliwość, to już nie uczucie, a kilka uczuć, w tym zdolność wyobrażenia sobie, co czują inni, połączone z planowaniem i wykonaniem. Psia psychika nie jest aż tak skomplikowana, choć lubimy tak myśleć. Pies potrafi planować i łączyć fakty, jednak zakres zarówno planowania, jak i liczba połączeń między faktami (zdarzeniami) są ograniczone, choćby z tego powodu, że pies nie rozumie pojęcia czasu, choć pewne poczucie czasu ma, podobnie jak ma poczucie przestrzeni, ale również ograniczone. Pies jednak nie ma rozwiniętej wyobraźni.
Stąd też możemy mówić o wesołych psach, czy złośnikach, a nawet smutasach, a także o nerwowych psach, ale nie będziemy mówili o psach strategach (choć na niewielką skalę potrafią planować proste schematy).

Zanim więc pobiegniecie do weta z nerwowym psem, zanim podacie mu środki uspokajające, najpierw trzeba przeprowadzić zmiany w domu.
Tylko jak to zrobić, gdy "maleństwo" (np. "drobne" 25 kilogramów) spycha nas z łóżka w nocy, potrafi nas przewlec przez trawnik i na nic nasze wysiłki, by wyhamować rozpędzone "bydlę"...
Wszyscy wiemy i nie raz się przekonaliśmy, że pies silniejszy może być od człowieka, ale jak to ładnie przypomniała mi ostatnio zaprzyjaźniona trenerka psów: "gdyby koń o swej sile wiedział, to by żaden na nim nie siedział". To powiedzenie oddaje w pełni również to, co pies wie o swojej sile.
A co, jeśli już się przekonał, że może Cię przeciągnąć przez trawnik? Wówczas musi się nauczyć, że takie zachowanie będzie miało swoje konkretne konsekwencje, a także, iż konsekwencje te będą nieuchronne (czyli pojawią się zawsze, gdy zostanie złamane "prawo"). Pies powinien też wiedzieć, że to Ty stanowisz owo prawo i je egzekwujesz, ale jesteś też miłą osobą, z którą można pożartować, "pośmiać się" i poskakać :D, jako że powaga autorytetu nie oznacza od razu namaszczenia, majestatu albo broń Boże - napuszenia. Jednym słowem jesteś liderem (przywódcą, a nie dyktatorem-dominantem).

I tu jeszcze jedna kwestia. Nie raz z pewnością - ostatnio zwłaszcza - słyszeliście o "pozytywnych metodach szkolenia psów", które stały się modne. I słyszeliście też zapewne, że to najlepsze metody, najskuteczniejsze i najbardziej przyjazne, naj... 
Są one jednak obarczone pewną wadą - podobnie jak bezstresowe wychowanie dzieci, nie przygotowują one do życia w świecie nie-idealnym, w którym stres jest wszechobecny.
I właśnie dla nauczenia psa, by przychodził na wezwanie, podczas gdy pełno dookoła zakłóceń, tyle kuszących zjawisk i zapachów, albo dla nauczenia go, by stał spokojnie przy czyszczeniu zębów, czy przycinaniu pazurów, albo też dla nauczenia go, by był grzeczny wobec nieznajomych i innych zwierząt, podczas gdy owi nieznajomi nie zawsze są trzeźwi i mili, i bywa iż usiłują (na przykład) kopnąć psa, a inne psy chcą go ugryźć... a więc dla nauczenia Twojego psa wszystkich pożądanych rodzajów cywilizowanych zachowań psa rodzinnego, które chcesz by Twój pies robił (albo nie robił!), wyłącznie pozytywna metoda treningu jest niewystarczająca.
Jeśli bowiem nie ma odpowiedzialności - nie ma też motywacji, by powstrzymać się od robienia tylu ciekawych, "cudownych" rzeczy, jakie pies chciałby robić i jakie są dużo lepsze od najlepszych nagród (do tego stopnia, że czasem warto nawet narazić się na karę, a co dopiero na brak nagrody!).
Brak nagrody jest oczywiście pewnym rodzajem kary, ale tak, jak "wykroczenia i przestępstwa" mają różne stopnie, tak i odpowiedzialność powinna mieć swoją gradację. 
I znów - żeby nie było nieporozumień: w żadnym wypadku NIE wolno psa bić, ani sprawiać mu bólu innym sposobem, w tym również bólu psychicznego! Ale gdy pies - na przykład - zniszczy coś i dostanie za to burę (nie krzycz, pies ma dobry słuch!), to nic nie stoi na przeszkodzie, by odesłać go też na jego miejsce (legowisko, kenel) na jakieś 15 minut i ignorować go, podczas gdy my sprzątamy skutki jego działalności. To psu powinno w takiej sytuacji zależeć na dobrym kontakcie z nami, a nie nam. To my ponieśliśmy stratę, a nie pies. To są zwykłe stosunki społeczne, nic z czym każdy z nas nie stykałby się we własnym życiu, a co uczy nas szacunku dla innych ludzi. I jeszcze nie widziałam psa, który by wzgardził swoim legowiskiem (kenelem), tylko dlatego, że bywa tam czasem odsyłany "za karę" i/lub dla uspokojenia.

Tak więc wyłącznie pozytywne metody szkolenia psów mają poważną skazę - nie uczą Twojego psa szanować Ciebie.
A właśnie szacunek - wynikający z autorytetu i konsekwentnego postępowania - motywuje psa do tego, by był dobrze wychowanym psem... a Twoje słowo było dla niego prawem ostatecznym (tylko poparte autorytetem słowo ma moc sprawczą!). 

A co zrobić, gdy mimo naszych wysiłków, mimo wszelkich prób zbudowania naszego autorytetu, pies nadal wykazuje dużą nerwowość?

Po pierwsze udać się do lekarza i zrobić badania laboratoryjne w celu wykrycia lub wykluczenia choroby, która może być przyczyną nerwowości naszego pupila. Nie idźmy na skróty i NIE podawajmy od razu leków uspokajających, bo możemy przegapić ważne objawy choroby. 
Po drugie - jeśli badania wykluczą schorzenie fizyczne zwrócić się po pomoc do doświadczonego trenera lub behawiorysty, szczególnie nie czekajmy z tym, gdy mamy dużego psa, który z racji samej wielkości może być niebezpieczny dla nas i otoczenia (wystarczy, że skoczy na dziecko, osobę starszą, czy rowerzystę), albo może niedużego psa, ale agresywnego.
Po trzecie - dopiero gdy będzie taka potrzeba, po uzgodnieniu z weterynarzem i trenerem lub behawiorystą zastosujmy środki farmakologiczne. Tu dwa ważne ostrzeżenia (!!):

1. Środki przeznaczone dla ludzi NIE powinny być podawane psu, chyba że tak zaleci lekarz weterynarii - tylko niewielki zakres leków dla człowieka może być w tym przypadku podawany psu, a szczególnie jeśli chodzi o benzodiazepiny. Leki uspokajające, które zazwyczaj mamy "pod ręką" zwykle NIE są odpowiednie dla naszego zwierzaka.

2. NIE zgadzajcie się na podawanie psu leku o nazwie SEDALIN (lub Calpromaz, Promazin i in. - substancja czynna: acepromazyna). Jest to środek, który paraliżuje możliwość ruchu psa (lub "tylko" ogranicza jego ruchliwość), ale nie wyłącza jego świadomości. W rezultacie pies - nie mogąc się ruszyć - jest jeszcze bardziej zdenerwowany, a nawet przerażony unieruchomieniem i niemożnością schronienia się lub obrony przed zjawiskiem/rzeczą wywołującą lęk/strach. Lek ten więc tylko pozornie uspokaja psa, a jego działanie na psychikę jest wręcz odwrotne do zamierzonego!
W przypadku psów nerwowych nie ma uzasadnienia dla podawania Sedalinu - to lek anestetyczny i powinien być podawany przez lekarza, w odpowiednich warunkach, w razie konieczności wykonania zabiegu i tylko jako wstęp do narkozy.

Jednak zamiast środków typowo farmaceutycznych spróbujcie najpierw zastosować obrożę feromonową (np. Adaptil, Vetscription Settle Down itp.), a w razie potrzeby tabletki feromonowe. Są one też w postaci aerozoli.
Środki te zostały już sprawdzone przez wielu opiekunów psów z problemami i zwykle były zarówno skuteczne, jak i - zgodnie z oczekiwaniami - pozwalały psu cieszyć się życiem. Choć po 2-3 miesiącach ich najsilniejsze działanie słabnie, to daje bezcenny czas na "przepracowanie złych kodów".
Feromony mają działanie łagodzące i rozluźniające, jakby pies znalazł się pod opieką swojej mamy, tak że czuje się on "wyluzowany", a to pomaga mu też w nabyciu dobrych doświadczeń korygujących dotychczasowe, lękowe zachowania (oczywiście, gdy nad tym pracujemy z psem i ewentualnie pomaga nam w tym trener, co zwykle jest efektywniejsze). 

Istnieje też sprawdzony, tonizujący, w pełni naturalny lek (choć niestety ciągle jeszcze dość drogi) lek, który polecam z własnej praktyki (producenci nie płacą mi za reklamę, po prostu wiem, że to jest dobre), a mianowicie KalmAid (występujący też w odmianie KalmAid Kot, choć kotu można podać każdy z tych preparatów). Jest to syrop oparty na substancji naturalnie występującej w mięsie, tzn. na tryptofanie, będącym prekursorem[1] serotoniny, nazywanej hormonem szczęścia. Tryptofan nie uspokaja w sensie sedacji (swego rodzaju uśpienia). Tryptofan tonizuje funkcje układu nerwowego, dzięki czemu pies (kot, fretka i in. drapieżniki) jest bardziej rozluźniony, i możemy z nim łatwiej pracować, szybciej się uczy (łatwiej mu się skoncentrować). Także odstawienie tego leku nie powoduje żadnych problemów (nie uzależnia).
Podobne preparaty na rynku to np. KalmVet, w którym jednak jest już kożlek lekarski (waleriana, nie wskazana dla kotów z powodu możliwości przedawkowania), którego niektóre psy mogą nie tolerować, czy też Relaxer Vet Plus (oraz Relakser Kot, Relaxer Kęsy) i inne, w których jednak są - na przykład - takie dodatki, jak melatonina, stosowanie której reguluje cykl snu i może powodować senność (trzeba podawać w określonym czasie).
Preparaty te często zawierają witaminy z grupy B, zwłaszcza witaminę B12, która ma istotny wpływ na stan układu nerowego. Witaminy z grupy B są rozpuszczalne w wodzie i z tego względu trudno je przedawkować (chyba, że pies ma choroby wątroby lub niewydolność nerek), tak więc ich podawanie nawet w wyższych niż zalecanych dobowych dawkach nie powoduje większych problemów, natomiast ich wpływ na stan nerwów naszych pupili jest dość istotny, a u psów nerwowych częste są niedobory w tej grupie witamin.

Można także spotkać na rynku preparaty czysto ziołowe, jak Stresnal (z wyciągiem z psiflory i lizyną), a także czysto chemiczne, jak Sileo (chlorowodorek deksmedetomidyny, który u ludzi stosowany jest przy sedacji po narkozie, na oddziałach intensywnej opieki medycznej), które jednak podawałabym tylko po uzgodnieniu z lekarzem i behawiorystą i tylko w wyjątkowo trudnych sytuacjach lub okolicznościach.

A skoro o witaminach mowa, to bardzo istotny dla zachowania psa (kota, fretki i in. drapieżników) jest sposób żywienia (dieta). Psy nadpobudliwe powinny dostawać w diecie nieco mniej białka, niż psy zrównoważone, jak również mniej węglowodanów, a co za tym idzie także mniej tłuszczu (czyli dieta "light"), natomiast powinna to być dieta bogata w witaminy i mikroelementy. Mając nerwowego psa powinniśmy zdecydowanie zrezygnować z karm przemysłowych, zwłaszcza tych najłatwiej dostępnych w hipermarketach. Najlepsze jest żywienie surowe (BARF), a w razie nietolerancji - gotowane, dostosowane do potrzeb psa, gdzie białko pochodzi przede wszystkim z mięsa (uwaga - pies nie trawi glutenu), dzięki czemu otrzymuje on także dostatecznie dużo bardzo potrzebnych drapieżnikom aminokwasów.

Dobry behawiorysta potrafi skorygować dietę psa w taki sposób, by działała ona na korzyść nerwowego psa, jednak zdarza się, że dietetyk jest niezastąpiony (na pocieszenie dodam, że zwykle wystarczy jedna, dwie porady).

Jednak ani dieta, ani leki - nawet te najbardziej naturalne - NIE zastąpią właściwego postępowania z psem, w czym może być naprawdę wskazana pomoc behawiorysty (psychologa zwierząt), w co warto zainwestować, bo szczęśliwe życie naszego pupila oraz nasz spokój, a także radość ze wspólnych zajęć są bezcenne!

Właścicielom nerwusków polecam również artykuł "Gdy pies boi się huku w Sylwestra - co robić?!". Rady tam zawarte odnoszą się też do psów nerwowych.

 

 

 

 [1] prekursor - substancja występująca lub tworząca się na początku reakcji, przetwarzająca się później w inną substancję, tu: w serotoninę