(tylko do korespondencji): Szybowice 378,
48-200 Prudnik

Kategoria:
Odsłony: 143

BuniaJej historia jest historią, jakich - Boże ratuj - jest w Polsce całe mnóstwo. Znaleziona przez panią doktor weterynarii na ulicy, skrajnie wychudzona, ledwo żywa, z rozpadającym się, sączącym, śmierdzącym guzem listwy mlecznej, już rozsianym po sąsiednich gruczołach, z czerniakiem oka i wysadzoną gałką oczną... cierpiąca, brudna, zabiedzona 😱😭 Po prostu bezbrzeżna rozpacz...

Pani doktor wzięła do kliniki, operacja usunięcia oka i opanowanie infekcji pochodzącej z rozpadu guza, potem usunięcie guza wraz z listwą mleczną, kastracja, histopatologia i... jest złośliwy 🧐

Cięcie drugiej listwy mlecznej. I leczenie, odżywianie, wzmacnianie... koszty - nawet myśleć trudno... troskliwa ale praca... praca, praca... leki, odżywki, spacery, usprawnianie... Mija kilka miesięcy, pies może wyjść z lecznicy. Hura, wszyscy się cieszą! Przyjazd do domu tymczasowego, z ogrodem, swobodą i miłością do zwierzynek. Długa droga (znów koszty i wysiłek wielu osób). Kilka dni szczęścia, Bunia, choć słabiutka, wreszcie może pochodzić po trawce, poczuć słoneczko na grzbiecie, poodychać świeżym powietrzem, poprzytulać do człowieka, bo mimo wszystko ufa i tęskni za dotykiem, za kochaniem... i... zaczyna się problem... Pies słabnie, z dnia na dzień jest coraz gorzej, oczekiwanie na wyniki badań i leczenie "w ciemno", bo nie ma wyraźnych, widocznych przyczyn. Pies nadal słabnie. Testy odkleszczowe dają wynik: najprawdopodobniej erlichia.

Antybiotyk, witaminy, żelazo, odżywki... prowadzanie "na pasach", żeby do wyleczenia i cofnięcia objawów neurologicznych sunia zachowała odruchy chodzenia, stawiania łapki za łapką... zawroty głowy, zachwiania, gubienie kierunku, podtrzymywanie, każdy krok wspólny, pomoc w wysiusianiu, aż w końcu też pieluchy, bo zanim gdziekolwiek się dojdzie... a potem zanim się zdołamy podnieść... razem oczywiście, bo sunia sama nie daje rady... męczy się, bo nie może się załatwić, choćby przykucnięcie jest niemożliwe, a nawyk trzymania czystości działa... staramy się więc chodzić choć trochę, mimo dużej słabości i zmęczenia każdym krokiem...

Walcz mała, walcz... jeszcze kroczek, jeszcze dwa... wytrzymaj, leki zaczęły działać, temperatura spadła... walcz, kochamy cię, tulamy do serca, płaczemy razem z tobą, leczymy najlepiej jak się da, by ci pomóc... walcz... noce, dnie, jeden po drugim, zlewają się ze sobą, który to już... jest ciut lepiej, boję się myśleć, że to może zwiastun poprawy, bo choroba przebiega falami... ale to już było, teraz jest znów gorzej... pobieramy krew - jest gorzej, to nie tylko wrażenie... nie możemy się doczekać na PCR... telefony codziennie - są już wyniki? i coraz gorzej... karmienie strzykawką, łzy same się cisną gdy patrzy się na tę małą umęczoną, bezbronną istotkę... i te cudne, wierne, ufne oczko, niedawno tak pogodne i żywe, teraz gasnące w miarę, jak wola życia gaśnie, jak katusze bólu zaczynają przekraczać wytrzymałość i działanie leków... kolejny wyjazd do lecznicy, na rękach... już nie będzie ani jednego kroku i strach przed "wyrokiem"... W drodze telefon: przyszły wyniki... lęk, czy to już... ale skoro jesteśmy pod lecznicą, to porozmawiamy bezpośrednio...

W lecznicy kolejka, lekarz stara się przyjmować wg kolejki, ale i według stanu pacjentów, a my niezapisane... Bunia dostaje ataku epilepsji... nie wiem, czy to padaczka, czy już agonia... wchodzę do gabinetu mimo, że jest w nim ktoś inny... szybko znajdujemy dla suni spokojne miejsce... wenflon jest niedrożny, widać, że ciśnienie spada, atak się powtarza, sunia potwornie cierpi, wypróżnia się na skutek skurczów... w końcu udaje się założyć wenflon na tylną łapkę... i w trakcie walki pada wyrok... eutanazja... wyniki odkleszczowych są negatywne, to nie erlichia, szpiczak zapewne, albo białaczka, bo usg i rtg przecież czyste, zaś wyniki krwi wskazują... a ona już jest niezbyt przytomna... ona odchodzi, zaś nasze możliwości wzmocnienia jej, dodania sił, odjęcia jej bólu się skończyły... łzy lecą strumieniem, trzymam ją w ramionach i tulam najczulej, jak potrafię, niech po tym ciężkim życiu ma chociaż spokojną śmierć na rękach, którym zaufała... lekarz też ją głaszcze i widać, jakie to dla niego trudne... a ona przestaje oddychać, serduszko zaprzestaje galopu... odchodzi... A we mnie aż krzyczy! Można było tego uniknąć!!! Tak prosto, tak niewielkim kosztem! Wystarczyła tylko odpowiedzialność, tylko trochę empatii, nawet wiedzy potrzeba niewiele... serce... i niewielki nakład, a tu takie morze cierpienia... Śpij malutka, śpij kochanie, jeszcze tylko ostatnia posługa... bo jak inaczej, ze śmieciami? żywe dopiero co bijące, ciepłe serduszko... ? 💔💔💔

Można było tak prosto tego uniknąć! Tych męczarni biednej zwierzynki, jej łez wyciskanych przez ból i cierpienie, mimo podawanych leków i wszelkich możliwych działań, by jej ulżyć w udręce! Można było tak łatwo zrobić prostą rzecz, niewielkim kosztem i bólem do opanowania, gdyby... gdyby zwyczajnie została wykastrowana w odpowiednim czasie‼️‼️‼️😭😭😭